Jarzębina jesienią się czerwieni

0

Autor: Ewa | Kategoria: Co w trawie piszczy | Data: 10-12-2013

Codziennie mijam jarzębinowe drzewa, które o każdej porze roku wydają się być piękne – wdzięczna, kulista forma koron tych drzew, charakterystyczne liście składające się z mniejszych podłużnych listków, urocze kwiaty biało-kremowe tworzące późną wiosną podbaldachy, no i czerwone owoce, które pokazują się na przełomie jesieni i lata.

O tej porze roku drzewa nie mają już liści, ale wciąż są bardzo dekoracyjne dzięki owocom, które znamy wszyscy. Cudownie wyglądają, gdy otuli je śnieg – wtedy jarzębina całkiem niechcący przybiera barwy narodowe. Tej jesieni śnieg, póki co, nas oszczędza, więc czerwonych korali na tle śnieżnej bieli nie widać, ale na nagich gałęziach są równie urocze.

Jarzębina / Fot. Ewa

Większość z nas chyba miała choć raz w życiu do czynienia z owocami jarzębiny. Zajęcia praktyczne w przedszkolu, gdy robiło się korale i inne ozdoby – znamy to, prawda? Świąteczne stroiki i wianki z czerwonymi kuleczkami lub jesienne suszone kompozycje kwiatowe – to również znamy.

A czy znamy jarzębinę od strony kuchni? Zjadają ją chętnie ptaki i zwierzyna leśna, zjadają też i ludzie, choć nie wszyscy pewnie wiedzą, że można. A można. Co prawda surowe owoce są niejadalne –  dzięki  kwasowi parasorbinowemu, który zawierają, są wręcz trujące. Jednak zarówno trujących właściwości,  jak i gorzko-cierpkiego smaku można łatwo pozbyć się poprzez przemrożenie owoców lub ich zanurzenie we wrzątku.

Jarzębina zawiera witaminę A, C, E, P, K, PP, posiada działanie moczopędne, usprawnia pracę układu pokarmowego. W medycynie naturalnej wykorzystuje się ją jako środek na kaszel i chrypkę. Prócz tego z powodzeniem można zaczarować z tych czerwonych owoców konfitury, dżemy, marmolady, galaretki, musy, soki, a nawet nalewki, ot choćby znany jarzębiak.

Jarzębina / Fot. Ewa

A co do czarów, to od dawna wierzono, że jarzębina chroni przed złymi mocami, odgania duchy, jeśli więc ktoś boi się diabła czy też przejawia ciągoty do pokus wszelakich, powinien posadzić obok swego domu jarzębinę. Gdzieś kiedyś też czytałam o staropolskim zwyczaju rozmawiania z jarzębiną i dotykania jej kory, jeśli dręczą nas zmartwienia, a z kłopotami nie dajemy sobie rady – po takiej małej jarzębinowej terapii, lepszej (i tańszej) od wizyty w pubie lub u psychoterapeuty, ponoć udręki mijają. Może warto więc poszukać najbliższej jarzębiny i zaprzyjaźnić się z nią z niejednego powodu?

Comments are closed.

statystyki odwiedzin stron internetowych